Kobiety mogłyby więc uznać, że mężczyźni bardzo łatwo się pobudzają i łatwo błędnie odczytują najmniejszy przejaw przyjaźni jako zaproszenie seksualne. Mogłyby również uznać, że mężczyźni w dużej mierze postrzegają kobiety jako obiekty seksualne — przyjmując, uwzględniając, a nawet próbując znaleźć jakąś wspólną formę przyjemności w tym fakcie, zamiast próbować go zaprzeczyć i wykorzenić.
Mężczyźni z kolei, nie zaprzeczając własnej naturze — bo jak mogliby? — mogliby bardziej uznać potrzebę komunikacji w relacji. Nie przychodzi im to łatwo, bo język jest nieznany, a ekspresja może być nieco niezgrabna. Ale jako sposób komunikowania miłości jest to lepsze niż umycie jej samochodu.
Postawy męskie i kobiece — mające biologiczne, a nie społeczne podstawy — nie mogą zostać tak łatwo zmienione jak postawy zakorzenione wyłącznie społecznie. Możemy jednak pogodzić się z rzeczywistością naszych seksualnych natur i natur innych ludzi, szanując różnice zamiast je potępiać, wyciągając do siebie ręce ponad przepaścią zamiast wykrzykiwać przez nią obelgi w gniewie ślepej, sfrustrowanej niewiedzy.
Wiedza o tym, jak bardzo się różnimy, może być pierwszym krokiem do tego, by stać się choć trochę mniej obcymi dla siebie nawzajem. To samo w sobie byłoby rewolucją seksualną. I to taką, o którą warto walczyć.
i sprawdź swoją wiedzę o budowaniu dobrej jakości relacji.